Nie zadzieraj ze skrzywdzoną kobietą! („Obiecująca. Młoda. Kobieta.”, reż. Emerald Fennell)

Czy pamiętacie może te okropne koszulki dla kobiet, które można było kupić na wakacyjnych bazarach? Ubrania z napisami “córeczka tatusia” albo “czasem potrafię być niegrzeczna”? Domniemam, że każdy z nas przynajmniej raz spotkał się z taką koszulką. Cieszę się, że już pomału odchodzi się od trendu tworzenia takiej odzieży. Jako społeczeństwo stajemy się coraz bardziej świadomi i codziennie uczymy się, że kobiety nie istnieją po to, by sprostać oczekiwaniom mężczyzn. Przed nami jednak długa droga. Obiecująca. Młoda. Kobieta. dokłada cegiełkę w edukacji społeczeństwa. Emerald Fennell w swoim filmowym debiucie nie bała podjąć się niezwykle trudnego i aktualnego tematu- o tym jak ciężko być kobietą w patriarchalnym świecie oraz jak ciężko szukać sprawiedliwości będąc ofiarą mizoginistycznego systemu. Muszę przyznać, że jest to debiut przez duże D.

Cassandra (Carey Mulligan) do niedawna była postrzegana przez wszystkich jako “obiecująca, młoda kobieta”. Była jedną z najlepszych studentek na uniwersytecie medycznym i świat stał przed nią otworem.

Poznajemy ją jednak przed jej 30-tką- noszącą sukienki w kwieciste wzory, pastelowe bluzy, mieszkającą ze swoimi rodzicami i pracującą w kawiarni. Kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że z łatwością mogłaby sobie znaleźć męża i mieć dobrą pracę, ale tego nie robi. Pewne wydarzenie z przeszłości nie pozwala jej jednak o sobie zapomnieć, a sama Cassandra ma w sobie zakorzenione poczucie misji. Wieczorami chodzi do klubów, by mścić się na mężczyznach, którzy z nieznanego (na początku filmu) powodu w przeszłości ją skrzywdzili. Cassandra doskonale wie, co działa na facetów. Udaje pijaną, lekkomyślną i naiwną, by następnie ośmieszyć i zemścić się na mężczyźnie, który próbował ją wykorzystać w stanie “upojenia”. Tak wygląda codzienność głównej bohaterki. Sytuację jednak zmienia spotkanie starego znajomego ze studiów Ryana (Bo Burnham). Cassandra stoi przed możliwością rozliczenia się z przeszłością i zemszczenia się na ludziach, którzy stali po mizoginistycznej stronie systemu.

Fennell stworzyła film o nadużyciu seksualnym i seksizmie w bardzo oryginalny sposób. Historia nie jest opowiedziana z perspektywy ofiary, ale z perspektywy osób trzecich, które były świadkami tego wydarzenia lub o nim wiedziały. Reżyserka stworzyła postacie w sposób bardzo odpowiedzialny i niejednoznaczny. Nie każdy mężczyzna w filmie jest złym mizoginem, który wykorzystuje naiwność płci pięknej i nie każda kobieta jak mogłoby się wydawać stoi po stronie ofiar. To właśnie ta wielowymiarowość omawianego problemu i pokazanie jego “szarej strefy” nadaje debiutowi Fennell świeżości i autentyczności.

Reżyserka bardzo dobrze bawi się też znanymi już motywami oraz gatunkami. Stworzyła kino rape and revenge pełne energii i zadzioru. Czasami dodaje trochę kiczowatych rozwiązań z komedii romantycznych, trochę groteski i przegięcia, a czasem nawet trochę suchego humoru. Pomimo tego, że ta mieszanka nie brzmi zachęcająco to właśnie dzięki Fennell i jej umiejętnościom bawienia się oczekiwaniami widzów to naprawdę działa! Reżyserka stworzyła świetny film rozrywkowy, ale przede wszystkim niezwykle aktualny dramat społeczny. Bez pardonu uderza w mocne tony, daje czas na refleksję i obwinia wszystkich, którzy w przypadku nadużyć seksualnych czują się bezkarni.

Najjaśniejszym punktem filmu jest zdecydowanie Carey Mulligan.

To właśnie ona stanowi pryzmat dla całej historii. Carey jest niezwykle magnetyczna i charyzmatyczna w swojej roli. Zdecydowanie najlepiej spisuje się w scenach, kiedy główna bohaterka dostaje furii i wpada w manię wściekłości. W tych najtrudniejszych momentach filmu Mulligan potrafi stonować emocje i wyrazić smutek Cassandry. Carey Mulligan bawi się swoją postacią; czasami poprzez nadwymiar ekspresyjną gestykulację, czasami przez swoją groteskowość. Nie zmienia to jednak faktu, że niezwykle autentycznie oddaje rys psychologiczny odegranej przez siebie postaci. Stworzyła bohaterkę kompletną, za którą każdy widz od początku będzie trzymał kciuki. Pod względem aktorskim ten film to zdecydowanie one woman show. Nie uważam jednak, że to coś złego. Pomimo tego, że ciężar fabuły spoczywa na barkach Carey Mulligan to reszta obsady dobrze akompaniuje głównej bohaterce w ułożeniu pełnej historii ze strzępków informacji.

Obiecująca. Młoda. Kobieta. to też niezwykle intrygujący film pod względem ekspozycyjnym. Fennell nie zdecydowała się na smutną kolorystykę lub nałożenie szaroburego filtra na obiektyw kamery, które pasowałyby do ciężaru poruszanego tematu. Wbrew przeciwnie! Film jest przepełniony żywymi i pastelowymi kolorami. Operator pozwala nam także wyeksploatować mieszkanie rodziców Cassandry z dziwnymi rzeźbami i elementami sztuki współczenej oraz kawiarni, w której pracuje kobieta, pełnej pastelowych kubków i wypieków. Niezwykle przyjemnie patrzy się na pomieszczenia w tym filmie. Dużym plusem jest także soundtrack. Zastosowanie coverów popularnych utworów zdecydowanie wpisuje się w konwencję mieszanki gatunkowej stworzonej przez reżyserkę.

Ten seans nie należał do łatwych. Mógłbym napisać zdecydowanie więcej o tym filmie i czemu uważam, że jest niezwykle ważny w obecnych czasach. Obiecująca. Młoda. Kobieta.  to kino zemsty na najwyższym poziomie. Cieszę się, że ta historia została opowiedziana w głównej mierze przez kobiety.  Zemsta Cassie nie jest przepełniona krwią i agresją fizyczną- jak na ogół ma to miejsce w fabułach męskich. Odwet głównej bohaterki charakteryzuje kobieca walka o sprawiedliwość, feminizm oraz chęć obalenia mizoginistycznego systemu. Jest to niezwykle fascynujące i satysfakcjonujące dla widza.