Myślenie obrazem

Przyszedł czas, aby usiąść przed komputerem i zacząć pisać. Patrz: czas, aby zabarykadować się w domu i żmudnie przygotowywać kolejne sceny, tak aby współgrały ze sobą i koniec końców stworzyły kompletny scenariusz. Tematy, które podjąłem w poprzednich artykułach, nie są przypadkowe. Starałem się nakierować Was na pewne tory, dzięki którym znajdziecie w sobie na tyle mobilizacji, aby podjąć pracę. Nic nie chcę sugerować w tym miejscu, ale mając główną myśl, wiedząc, co się czuje i czując, kiedy jest się gotowym, możemy przejść do momentu, który na pozór niszcząc kliszę uduchowionego artysty, tworzy zamiast tego postać rzemieślnika. Jednak jak powiedział scenarzysta Tony Marchant:

„Głos winien być słyszalny, bez względu na to jak bardzo surowy jest scenariusz, a nawet powinien ekscytować. Mów własnym głosem, a ujawni się twoja oryginalność. Rzemiosło można rozwinąć później”

Nawet jako rzemieślnicy musimy być gotowi na użycie wyobraźni, bowiem podstawowym budulcem filmu jest obraz, a zatem nim właśnie powinien być przepełniony nasz scenariusz.  To właśnie on jest tym głosem, który wspomina Marchant. Myślenie obrazem to umiejętność, którą trzeba ćwiczyć, a którą zawsze można wyćwiczyć lepiej. Zapewne na początku wydaje się, że scenariusz składa się z dialogów. Że słowa odgrywają niebagatelną rolę. Prawda jest taka, że praktycznie każdy dialog można wyrazić przez warstwę wizualną filmu. Warto od razu nadmienić, że największym bólem scenariusza są dialogi, które jedynie przekazują wprost informację. Zawsze da się zakręcić z pewną dozą finezji, podbijając dramaturgię.

Ale co zrobić, skoro operator i reżyser są odpowiedzialni za obrazy? Cóż, na początku najlepiej pozbyć się takiego myślenia. Dobry scenariusz już w warstwie tekstowej wykorzystuje obraz, co z kolei prowadzi do późniejszego sukcesu filmu. Można tu przytoczyć kolejny cytat, tym razem Alfreda Hitchcocka:

„By zrobić świetny film potrzebne są tylko trzy rzeczy: świetny scenariusz, świetny scenariusz, no i jeszcze świetny scenariusz”

Chodzi o to, aby postępowanie bohatera było czytelne, a każda scena niosła za sobą nowe informacje, które koniec końców doprowadzą do jego zmiany.  Zapewniam, że da się to zrobić za pomocą słów na papierze, które stworzą obraz. Problemem jest sprowokowanie takiego obrazu przy minimalnym opisie. Scenariusz nie jest literacko poprawny. Scenariusz jest oschły, jest pozbawiony barwnych opisów. Jest to jeden z większych, o ile nie największy, trud tej sztuki – przy pomocy jak najmniejszej ilości słów, stworzyć jak najbogatszy obraz. 

Niemniej, wymaga to od nas wrażliwości.

Znów: musimy dobrze poznać naszego bohatera. Musimy wiedzieć, w jakim środowisku się obraca i gdzie znajdują się granice, których przekroczenie poskutkuje absurdem i te, które celowo chcemy przekroczyć, aby dać odpowiednią dawkę emocji. Musimy sami poniekąd widzieć obraz, o który walczymy. Musimy być tedy świadomi mocy słowa. Zapewne ten tekst też da się skrócić do dwóch, trzech zdań. Najważniejszym z nich byłoby: myśl obrazem. Warto zauważyć, że o wiele lepiej pamiętamy charakterystycznych bohaterów przez ich wygląd. Tacy mogą powstać jedynie dzięki dobremu scenariuszowi, który ten wygląd zbuduje.