Między pomysłem a konceptem

Temat ten można uznać za podstawę fachu scenarzysty. Warsztat rzemieślniczy, umiejętności pitchingowe, wrażliwość artystyczna – to jedynie narzędzia, które mają nam pomóc we wprowadzeniu scenariusza w produkcję. Na początku jest jednak pomysł, zaraz przed którym stoi koncept. To właśnie za sprawą tych dwóch pojęć spędzicie najbliższy czas przy klawiaturze, szkicując coraz to nowsze historie. Wypada zatem zaznajomić się z nimi (mimo, że w praktyce istnieją głównie w naturalnym pędzie twórczym), a najlepiej zacząć od omówienia różnicy między jednym a drugim.

Pomysł to myśl przewodnia historii, clou konkretnego scenariusza, które możemy zawrzeć w jednym, niezobowiązującym zdaniu.

Pomysł w postaci myśli nikogo nie będzie interesował na późniejszych etapach realizacji scenariusza, ale dla nas samych to iskra, która popycha do działania, ażeby niedługo potem wzniecić ogień twórczego zapału. Dlatego też najważniejszym jest, aby nie lekceważyć pomysłów. Jeśli tylko jakiś się pojawi, należy od razu go spisać – wymówka w postaci „nie zapiszę, bo na pewno zapamiętam” działa jedynie jako szkoda dla pomysłodawcy. Pomysł sam w sobie nie zawiera praktycznie żadnego obrazu. Na tym etapie nie ma jeszcze rysów postaci, czasu i miejsca akcji. Zazwyczaj nie ma też tego, co koniec końców będziemy chcieli powiedzieć. Dobrym przykładem tego, jak i kiedy pojawiają się dobre pomysły, jest historia Piotra Wereśniaka.

Otóż Pan Wereśniak wyszedł pewnego razu na balkon, zapalił papierosa i pomyślał:

„A co by było, gdyby policja się pomyliła i aresztowała jakiegoś nieudacznika, biorąc go za największą gwiazdę wśród płatnych morderców…" i tak powstał Kiler (1997, reż. Juliusz Machulski). Wystarczyło tylko tyle i aż tyle. Przypadek? Może. Ale natchnienie można znaleźć wszędzie i żaden poradnik nie wskaże sprawdzonego sposobu na znalezienie inspiracji. Co zatem cechuje dobry pomysł? Przede wszystkim oryginalność. Warto pomyśleć w tym momencie o formie. Warto też wierzyć w swój pomysł. Niemniej trzeba również być obeznanym z kulturą. Znajomość filmów uchroni nas przed napisaniem scenariusza, który już wcześniej został wymyślony.

A czym różni się koncept od pomysłu?

Przede wszystkim zaawansowaniem. Pomysł rozrasta się do miana konceptu, gdy już mamy wstępny rys. O ile pomysł jest raczej luźną wizją rzuconą w eter, tak koncept jest rzetelną bazą, do której możemy dobudowywać kolejne klocki. Mając koncept wiemy plus minus, w jakich czasach będzie działa się nasza historia, kim będzie nasz bohater i jakie będzie miejsce akcji. Oczywiście, wszystkie te informacje są w dalszym ciągu ogólnikami, jednak od konceptu zaczyna się żmudne siedzenie i pisanie. Radzę traktować owo pisanie jako zabawę.

Nie bójmy się w tym miejscu modyfikować historię. Dajmy popis kreatywności i czas na poznanie bohatera. Jego konstrukcja to osobny temat, ale musimy wiedzieć, jak nasz bohater zachowałby się w każdej jednej sytuacji – nawet najbardziej absurdalnej, która nie pojawi się potem na łamach scenariusza. Nie myślmy tedy, że po koncepcie (i poprzedzającym go pomyśle) czekająca nas praca pójdzie gładko i szybko. Jest on co prawda przełomowym momentem, ale nie mieści się nawet w jednym procencie tego, co nas czeka. Od czegoś jednak trzeba zacząć, a jaki start, taki finisz.