Loża Krytyków – DZIEŃ 8

PRZEJDŹ DO: Magic Mountains | Score - muzyka filmowa

OSTATNI KOMERS, reż. Dawid Nickel

Wyzywam wszystkich, którym ten film się podobał, na konkurs skoków do basenu. Oczywiste, że przegram, ale przynajmniej nie ulegnę zachwytom innych nad tym... debiutem. Okropnie zagrany, dialogi sztuczne i wybełkotane, brak fabuły, a ekspozycja taka, że do samego końca nie wiedziałem, kto jest kto. Najgorszy film tegorocznego FKA.

O młodych, dla młodych i z młodymi. Żywy, prawdziwy i szczery obraz odchodzącej w zapomnienie gimbazy. Pod tonami zdjęć z instagrama i filmikami z tiktoka jest prawdziwe życie, emocje i dramaty, a "Ostatni komers" nie pozwala o tym zapomnieć.

Świeże i prawdziwe spojrzenie na życie nastolatków. Film o wyraźnym stylu i ciekawie zarysowanych problemach. Świetna ścieżka dźwiękowa.

Obiecujący debiut, świetne wykorzystanie muzyki, efemeryczny portret banalności dorastania, dwudziestolatkowie momentami wiarygodni w rolach gimnazjalistów.

Prosto na bluzie, krzywo na egzystencji – czyli najbardziej autentyczny w tym sezonie dowód na to, że kino to czasem też stylowa wixiarska impresja o wszystkim i o niczym. Gimby znajo.

Zapowiadał się ciekawy temat, nawet w niedalekiej perspektywie jako historyczny. Tymczasem film jest pozbawiony wyrazu, narracja pozbawiona celu i pointy, niektóre decyzje, jak religijna otoczka kompletnie niezrozumiałe, niepotrzebne i nie pasujące do bohaterów. Jakby młodocianych aktorów zatrudniono do zagrania dorosłych.

Rzadki widok w polskim kinie: zamiast w wojennych okopach, dorastanie w cieniu basenowej trampoliny, instagramowe kolory w miejsce odrapanego trzepaka na blokowisku. ,,Explosion” hymnem Pokolenia Z oraz polskie nastolatki, które nareszcie mają ikrę.

MAGIC MOUNTAINS, reż. Urszula Antoniak

Nie ma co się znęcać nad tym nieudanym filmem, który jest rozmytym mirażem thrillera psychologicznego. Imponuje fakt, że nawet w tak chaotycznym, bezcelowym dziele, Marcin Dorociński potrafił wykreować realistyczną postać. Niestety, reżyserka sama pozbawiła się swojego najsilniejszego atutu, dając polskiemu aktorowi najmniej czasu ekranowego.

Prosta fabuła uległa nieproporcjonalnemu rozdmuchaniu, pomysłu na formę zabrakło, magii w tych górach nie doświadczono.

Absurdalna wspinaczka po szczytach kinowej rozpaczy, w której zamiast postaci są metafory, a z oniryzmu zostaje co najwyżej tyle, że po kilku minutach chce ci się spać. Filmie: bolało, jak spadałeś z grani?

To jeden z tych irytujących filmów, w których dla napięcia akcji, czy wręcz dla celu, by narracja była o czymś, protagonist(k)a musi podejmować irracjonalne decyzje.

SCORE - MUZYKA FILMOWA, reż. Matt Schrader

Dobre, choć amerykańskocentryczne wprowadzenie do muzyki filmowej dla osób słabo zaznajomionych z tematem.

Przeglądowa rozprawka z angażującym tematem i zerowym stylem. Gra i trąbi, gdzie trzeba, więc specjalnie nie narzekam.