Loża krytyków – DZIEŃ 3

PRZEJDŹ DO: Aż do piekła | Gagarine | Sweat | Titane | Vortex | Winda na szafot | Złe baśnie | Pengiun bloom | Panienki z Rochefort

AIDA, reż. Jasmila Žbanić

Jasmila Žbanić uczy jak opowiadać o przerażającej zbrodni bez krzty fałszu i zbędnego kanonizowania ofiar, za to z niezwykłą precyzją i empatią. Bohaterka filmu - na wskroś ludzka, staje się jednocześnie symbolem Matki Bośniaczki, która próbuje ocalać świat, do którego anihilacji (świadomie lub nie) dążą wszyscy wokół.

Liczyłem na większe spustoszenie emocjonalne. A trochę się odbiłem od tej produkcji :/

Masakra w Srebrenicy - czarna karta w historii Serbii i Bośni - to w filmie zarówno konkretna tragedia, jak i przykład uniwersalnej obserwacji o cykliczności decyzji prowadzących do takich tragedii. "Aida" stanowi zarazem emocjonujące studium determinacji jednostki, stającej w nierównej konfrontacji z systemem. Poczucie bezradności udzielające się widzowi przy oglądaniu uderza prosto w serce i wykuwa się w pamięci.

Nie stresowałem się tak na filmie od seansu 'Syna Szawła'.

AŻ DO PIEKŁA, reż. David Mackenzie

Dziki kapitalizm i jego kowboje.

Współczesny western w którym konie zamieniły się w pickupy. Reszta bez zmian, w bardzo dobrym wydaniu.

Bardzo na tak, mój testosteron płacze ze szczęścia! Czasami idziesz na film przypadkiem, bo nie masz nic innego do wyboru i cyk - takie świetne zaskoczenie.

FORMAN VS. FORMAN, reż. Jakub Hejna, Helena Třeštíková

Forman on Forman. Dość tradycyjne w swojej formie, ale ujmujące szczerością. Szkoda, że tak nagle się kończy, bo czuję, że zostało jeszcze dużo do opowiedzenia.

Triumf wolności twórczej nad systemem, polityką i trudami historii. Z ogromu archiwalnych nagrań prywatnych, wywiadów i materiałów zakulisowych wyłania się żywa, wieloaspektowa biografia Formana, szczerze opowiedziana jego własnymi słowami.

Wyprodukowany już po śmierci Formana, ale przez to, że opiera swoją narrację na archiwalnych wypowiedziach reżysera, staje się właściwie autobiografią. Świadomie wykorzystuje możliwości i akceptuje ograniczenia związane z taką formułą.

Zgrabna układanka migawek z życia i twórczości Formana osadzonych w kontekście społeczno-politycznym. Ciekawa konfrontacja wizerunku słynnego reżysera z jego autopostrzeganiem.

GAGARINE, reż. Fanny Liatard, Jérémy Trouilh

Do pewnego momentu to nawet przyjemny seans, ale za bardzo całość zmierza po wytartej nitce do skrajnie przewidywalnego finału, przez co emocjonalnie byłem na zupełnie innej planecie.

Angażująca walka jednostki o swoje miejsce. Im dalej, tym reżyserski duet bardziej chce „odlecieć” w filmowej wizji. Problem jest tyko taki, że ta wizja jest trochę jak ten statek kosmiczny eksplodujący tuż po starcie z materiałów archiwalnych.

SWEAT, reż. Magnus von Horn

Nowoczesne kino z przebojową rolą Magdaleny Koleśnik. Magnus von Horn odczarował utrwalone w kulturze wyobrażenie zawodu influencerki i każdy kolejny twórca, który nadal zamierza traktować ten zawód w swoich filmach tylko w kategoriach żartu, sam jest niepoważny.

Przyszedłem na schematyczny lament o smutkach influenserstwa, wyszedłem z niekomfortowym tripem o cringe’u mocowania się ze światem prywatnym. Niemiłe zaskoczenie, ale w ten najlepszy z możliwych sposobów.

Świat fit-influencerów staje się dla Magnusa von Horna źródłem inspiracji i sceną, na której rozgrywa się dramat pełnokrwistych postaci. To nie prosta publicystyczna demitologizacja internetowych celebrytów, tylko historia o ludzkiej kruchości i sile, upadkach i katharsis, o fasadach i kuluarach ekranowego życia. Film dźwigają jednak na barkach przede wszystkim główne postaci intrygi (błyszczy zwłaszcza Koleśnik); tym trudniej niestety przymknąć oko na niedoskonałości na dalszym planie.

Bałam się, że będzie za dużo cukru w cukrze, ale dokumentalny styl, który nie retuszuje zmarszczek, dynamiczne ujęcia i bliskie plany sprawiają, że świat różu i pluszu jest tu bardziej surowy i szorstki niż w telewizjach śniadaniowych. Bez wątpienia, Magnus von Horn i Michał Dymek wiedzą, jak niebanalnie sfilmować centra handlowe.

Dojrzałość reżyserska Magnusa von Horna, aż bije przez ten film. Ważny, aktualny, rewelacyjny.

Samotność w sieci - wersja 2.0.

Mógłby się spocić trochę bardziej.

TITANE, reż. Julia Ducournau

Reżyserka z pełną gracją igra między porażającym w swojej gwałtowności body horrorem, szczerze zabawną czarną komedią, a błyskotliwym dyskursem na temat genderowości. Jednak im bliżej finału, tym bardziej staje się jasne, że Ducournau popisuje się swoim szaleńczym talentem, ale niekoniecznie ma coś ciekawego do powiedzenia. Zbyt udziwniona reżyserska metalopastyka okazuje się więc pewnym przerostem formy nad treścią.

Rozdziera serce i skórę.

Morderczyni zachodzi w ciążę z samochodem - czyż premise "Titane" nie brzmi jak jakiś spin-off " Morderczej opony"? Oglądając "Titane" łatwo też pomyśleć o twórczości takich postaci jak David Cronenberg, Takashi Miike czy Ridley Scott. Nie ma w tym jednak nic złego, ponieważ Julia Ducournau, nawet jeśli parafrazuje innych, to robi to własnym głosem, snując autorską opowieść na swoich warunkach. Jest ostro, momentami zabawnie, ale i...wzruszająco.

Blacharski afrodyzjak do najczystszego zachwytu kinem jako audio-wizualnym płodzeniem ekscytujących światów. Może mógłbym powiedzieć ładniej, ale powiem: cholernie seksowne.

Mam z tym filmem ten sam problem co z "Neon Demon" - koncept i wizualna strona = SZTOS, ale fabuła już nie dostarcza tak jak powinna. Szanuję jednak za totalny zamach na zmysły widza. Ten film nie bierze jeńców!

Gdyby darować sobie niesmaczną i nieuzasadnioną historią brutalność, byłaby to piękna opowieść o androginii, bezwarunkowej miłości i wyzwoleniu. Ale i tak... scenografia, muzyka i pojedyncze sceny kazały myśleć z podziwem: "cóż to za głowa, co wymyśla takie cuda?!".

Gdyby "Titane" powstało w erze VHS-ów, pewnie miałoby całkiem potężną listę oczekujących na wypożyczenie.

Mocne i brutalne kino, które przy tym wszystkim opowiada o całkiem przyziemnych ludzkich rzeczach. Ducournau szarżuje, ale czasami chyba brakuje jej jeszcze konsekwencji.

Kopulujące samochody, psychopatyczne zabójczynie, rozłupane czaszki, a wszystko po to, by opowiedzieć o potrzebie miłości i bliskości.

Płeć w płynie, płeć w maszynie, płeć w stanie ciekłym, przybierająca wszelkie możliwe kombinacje identyfikacyjne, by wyrazić transhumanistyczną potrzebę moralnego odrodzenia. Rozrywkowe, teledyskowe, zmiennokształtne gatunkowo kino z cekinami.

Kiedy Julia Ducournau woła "JEDZIEMY Z TYM!" to nie pytajcie gdzie, tylko zapinajcie pasy. <3

Kino dyskomfortu w pełnej krasie - seksualność, przemoc i rollercoaster konwencji oraz wizualnych atrakcji. Trochę to przekombinowane, ale wciąż fascynujące.

VORTEX, reż. Gaspar Noé

Makabrycznie nudny. Historia aż błaga, by być opowiedziana ze dwa razy szybciej, a bohaterowie snują się po domu niczym moje myśli po sali kinowej. Wolę, gdy Gaspar bierze narkotyki.

Ostatnia rodzina Gaspara Noe. Lepsza, prawdziwsza i szczersza wersja "Miłości" Hanekego. Lustrzana, bardziej awangardowa wersja "Ojca" Zellera. Francoise Lebrun godna Oscara. I tyle, reszta jest, jak zwykle u Noego, doznaniem.

Gaspar Noe jakby bardziej na trzeźwo. Ja już widziałem Miłość Hanekego, więc już widziałem wszystko, ale doceniam. Splitscreen na nie.

Żałosne (w najsmutniejszy sposób) kino o kinie i snach, i czystej udręce. Bez katharsis i bez nadziei. Strasznie mnie wszystko boli i długo nie przestanie.

To nie tak, że to inny Noe; wręcz przeciwnie -- to "Enter the Void" o powolnym odchodzeniu. To film równie ekstremalny, co poprzednie trippowe odjazdy charyzmatycznego wąsacza, z tym że teraz mamy ekstremum starości i nieznośną bliskość wpatrywania się w ten jakże okrutny proces.

Gdyby Gaspar Noe nakręcił "Miłość" Hanekego to właśnie tak wyglądałby ten film!

Gaspar Noe jakiego wielu z nas się nie spodziewało, ale jakiego pragnę więcej! Emocjonujący, przerażający, prawdziwy.

Przerażająco ciężko jest na tym filmie - nie tylko bohaterom, ale też nam. Intrygujące w formie, zgniatające emocjonalnie. Chciałoby się powiedzieć: żyćko.

Przeciągnięta i mniej angażująca 'Miłość'. Ale muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiego kina po Noe.

Kolejny dowód na demencję Gaspara, zagubionego pośród regałów z historyczno-filmowymi inspiracjami. Tymi szczególnie interesującymi, były nawiązania do Becketta i Duras (bo nie wyrażone wprost), a najzabawniejszym było zestawienie wirującej toalety zapchanej odchodami i lekami z Solarisowym oceanem.

Noe mniej szokujący, ale równie oryginalny, co zawsze. Z czułością, ale i lekkim dystansem opowiada o sobie i rodzicach w hipnotycznej formie.

WINDA NA SZAFOT, reż. Louis Malle

Ostatni dobry film Malle'a.

Jazz, nocny Paryż i twarz Jeanne Moreau - czego chcieć więcej? Malle stworzył film zawieszony między (odchodzącym) amerykańskim kinem a (nadchodzącą) francuską Nową Falą.

ZŁE BAŚNIE, reż. Damiano i Fabio D'Innocenzo

Bracia D'Innocenzo to dzieci Seidla i Solondza z nieprawego łoża.

Martwota, pogarda, kipiąca złość i frustracja, które kumulują się przez lata, nie znajdując ujścia. Długie, magnetyzujące sceny: proste, a porażające. Powolna, niepozorna narracją osnuta jest aurą jakby z oddali, zza mgły bądź ze snu. Nie wiadomo kiedy łapie za serce i już nie puszcza.

PENGUIN BLOOM, reż. Glendyn Ivin

PANIENKI Z ROCHEFORT, reż. Jacques Demy