Krew, pot , łzy… i Instagram („Sweat”, reż. Magnus von Horn)

„Jaki jest sens, jeśli nie możesz się tym podzielić?” – pyta influencerkę fitness, Sylwię (Magdalena Koleśnik), jedna z fanek w filmie Sweat. Dzieło Magnusa von Horna stanowi mądre studium czułości i samotności w cyfrowej erze.  Widz, podobnie jak jej 600-tysięczna publiczność, zaczyna film, obserwując przepełniony pozytywną energią trening dziewczyny i jej pompatyczne przemówienia motywacyjne. Później jednakże fabuła szybko ulega dynamicznej metamorfozie: wraz z końcem relacji na Instagramie Sylwia pozostaje sama, a jej życie bez filtra traci kolory. Gdy fani już jej nie widzą,  kobieta rozpaczliwie  poszukuje towarzystwa. Wbrew oczekiwaniom widza to nie social media  okazują się największym wrogiem  głównej bohaterki, lecz jej samotność.

Udostępnianie nabiera w filmie podwójnego znaczenia. Media społecznościowe pozwalają opublikować każde doświadczenie i myśl użytkownika, które dotrą  do wszystkich obserwujących, a zatem wszystkich „zainteresowanych”. Instagram nie stanowi jednak satysfakcjonującego substytutu bezpośredniego kontaktu z przyjacielem lub kochankiem. Sylwia staje przed tym dylematem: dzieli się niektórymi fragmentami swojego życia z uwielbiającymi ją fanami w sieci, ale czy istnieje ktoś, z kim może się podzielić najbardziej intymnymi wydarzeniami, kiedy aplikacja zostanie zamknięta?

Sweat mógł wpaść w pułapkę nadmiernego dydaktyzmu, który spłaszcza problematykę korzystania z Internetu, ograniczając się jedynie do krytyki. Jednak tak się nie dzieje. Doskonałym przykładem wyrozumiałości i współczucia z jakimi von Horn stworzył świat przedstawiony jest główna bohaterka filmu.  Sylwia zostaje pokazana przede wszystkim jako kochająca córka i dziewczyna, która desperacko poszukuje miłości.

Bohaterka nie jest bezmyślnie publikującą influencerką, chce być kimś więcej niż słupem reklamowym czy wieszakiem na ubrania. Kiedy decyduje się na nagranie filmiku o swoich słabościach, musi zmierzyć się z krytyką i konsekwencjami tej decyzji.

Wiele reklamodawców jest zawiedzionych, a liczba followersów spada. Sylwia staje się rozgoryczona faktem, że nie ma prawa podzielić się z fanami swoim poczuciem odosobnienia i samotnością. Wizyta na rodzinnym obiedzie nie pomaga głównej bohaterce. Jej najbliżsi, w tym matka, nie traktują jej problemów poważnie, a większe poruszenie stanowi dla nich zobaczenie Sylwii na okładce magazynu sportowego. Influencerka decyduje się na zamieszczenie kolejnego filmiku na swoich mediach społecznościowych. Tym razem materiał ten dotyczy stalkera, który prześladuje główną bohaterkę.  Nieoczekiwanie mężczyzna ten stanie się dla Sylwii najbliższą osobą. 

Kamera operatora Michała Dymka obserwuje każdy krok influencerki. Towarzyszy bohaterce, pokazuje ją w zbliżeniach, przygląda się jej mimice, a nawet reakcjom – takim jak tytułowy, spływający po czole pot. Michał Dymka, rejestrując treningi Sylwii, stawia na dokumentalną formę. Zabieg ten nadaje dynamizmu przedstawionemu obrazowi, a także uwypukla surowość dramatu von Horna. 

Największym plusem “Sweat” jest zdecydowanie Magda Koleśnik, która brawurowo zagrała rolę głównej bohaterki.

Aktorka niezwykle dobrze odnajduje się w scenach wymagających ponadprzeciętnej aktywności fizycznej- aż nie chce się wierzyć, że sama nie jest influencerką fitness! Wrażenie autentyczności w scenach dramatycznych zostało wypracowane poprzez niuanse, takie jak:. intonacja głosu, drobne gesty lub spojrzenie głównej bohaterki. Pomimo kilku wpadek, Sylwia szybko wzbudza sympatię u widza co jest dużą zasługą Magdy Koleśnik. 

Kameralny dramat w niebanalny sposób dotyka tematu potężnej siły mediów społecznościowych.  Wraz z influencerami nieustannie bierzemy udział w dynamicznym, wirtualnym spektaklu, w którym słowa, myśli i czyny przestają po 24 godzinach mieć jakiekolwiek znaczenie.. Magnus von Horn pozostawia widzów z kilkoma pytaniami po seansie. Czy osoby popularne mogą być samotne? Czy jako ludzie mamy wpływ na to, kim jesteśmy, a może to świat zewnętrzny zawsze będzie nas definiował? Kim jesteśmy i co robimy, kiedy nikt nas nie obserwuje? Odpowiedź na nie każdy musi znaleźć sam. Bo chociaż reżyser dochodzi do wielu interesujących wniosków, nigdy nie ocenia ani nie moralizuje. Za pomocą finału woli wprowadzać w wątpliwości. Być może każda łza była pod publikę, a każde słowo miało trafić w nasz czuły punkt? Niezależnie od interpretacji, warto dać like'a.