Kobieca twarz kina

Przez bardzo wiele lat kobiety były traktowane w kinie po macoszemu. Reżyserki były ewenementem, a kobiece postaci były przede wszystkim tłem dla męskich protagonistów, często traktowane raczej jako rekwizyty, a nie pełnoprawne postaci. Taką serią, która zdobyła ogromną rzeszę fanów, były między innymi filmy o Jamesie Bondzie. Z czasem jednak kobiety coraz odważniej zaczęły domagać się swojego miejsca w świecie filmu. Ikoną kina o kobietach jest „Thelma i Louise”, czyli film, który przedstawia przyjaźń dwóch, bardzo silnych przyjaciółek, które na swojej drodze napotykają przeszkody, z którymi wiele kobiet mierzy się na co dzień. Jest to jednak film Ridley’a Scotta, a w moim tekście chciałabym skupić się na filmach wyreżyserowanych przez kobiety.

W ostatnim czasie na językach wszystkich znajduje się Chloé Zhao, która stworzyła film „Nomadland”.

Niedawno zdobyła za niego Złotego Globa i ma dużą szansę na nominacje do Oscarów w najważniejszych kategoriach. W ostatnich latach największą kobiecą gwiazdą Oscarów była Greta Gerwig (wcześniej najbardziej znana z filmu „Frances Ha” Noaha Baumbacha), która nie otrzymała statuetki, ale była nominowana za reżyserię filmu „Lady Bird”, opowiadającego historię młodej dziewczyny, która szuka swojego miejsca wkraczając w dorosłość. Najmocniejszym punktem tego obrazu była płynność, z jaką tytułowa Lady Bird przechodzi od skrajnych emocji, zarówno wobec siebie jak i swojej matki. Kłótnie i chęć utrzymania więzi, pojawiające się wymiennie, doskonale obrazują dynamikę nastoletnich lat życia.

Chloé Zhao

Również Olivia Wilde w filmie „Booksmart” przedstawiła młodzieńcze problemy oraz marzenia dwóch młodych dziewczyn. Ich przyjaźń jest jednocześnie podobna do tej z filmu „Lady Bird”, ale również zupełnie różna. Dodatkowo, Wilde w swoim filmie poruszyła temat nieheteronormatywności, który w filmach o młodzieży nie pojawia się aż tak często (zazwyczaj dominuje jednak wątek dziewczyny zakochanej w chłopaku lub na odwrót). Oba obrazy są bardzo przyjemnymi przykładami kina coming of age, które również kojarzone jest raczej z dorastaniem chłopców.

Lesbijskie kino natomiast pełne jest filmów wyreżyserowanych przez mężczyzn (pierwszym takim dziełem, które przychodzi mi na myśl jest „Carol”), jednak najciekawsze są właśnie te stworzone przez kobiety, ponieważ często opowiadają o swoich własnych doświadczeniach.

Tak właśnie zrobiła Alice Wu, której debiutancki film „Zachować twarz” powstał w oparciu o jej historię jako homoseksualnej kobiety w tradycjonalistycznej, chińskiej rodzinie. Chociaż „Zachować twarz” to komedia, pojawiają się w niej również elementy dramatyczne, zgłębiające relacji z rodziną, która nie akceptuje natury dziecka. Ciekawą lesbijską komedią romantyczną jest również „D.E.B.S.” Angeli Robinson, która bawi się gatunkami, opowiadając historię Romea i Julii, ale rozgrywającą się pomiędzy uczennicą szkoły dla tajnych agentek a antagonistką. Kiczowatość i świadoma naiwność tego obrazu dodaje mu humoru.

Alice Wu

Swoje historie, poza Alice Wu, opowiedziały również Marjanne Satrapi oraz Carlotta Kittel. Pierwsza z nich zaczęła od komiksu, znakomitego „Persepolis”, w którym w zabawny sposób ukazuje, jak wyglądało wychowywanie się w Iranie, który naznaczony jest widmem wojny. Następnie stworzyła film animowany, ekranizujący tę historię. Filmowe „Persepolis” to skondensowana powieść graficzna, zyskująca jeszcze więcej emocji dzięki dodaniu do trudnej i ciekawej opowieści dynamiki ruchomego obrazu i wypowiedzianych na głos dialogów. Warto sięgnąć po ten film, nawet jeśli nie jest się fanem animacji.

Carlotta Kittel natomiast w swoim debiutanckim filmie pełnometrażowym „On, ona, ja” postanowiła przedstawić swoich rodziców, którzy rozstali się jeszcze przed jej narodzinami. Chociaż do spotkania matki i ojca Kittel nie doszło podczas nagrywania filmu, to widzowie mogą mieć wrażenie, że oglądają dialog dwójki ludzi. Jest on nawet bardziej autentyczny właśnie dzięki temu, że Christian i Angela nie znajdowali się obok siebie. Są otwarci i swobodni w swoich wypowiedziach, co pewnie nie byłoby aż tak oczywiste, gdyby spotkali się twarzą w twarz. Chociaż brak w tym filmie wymyślnych zabiegów formalnych, sama treść jest na tyle poruszająca, że trudno oderwać się od słuchania dwóch zupełnie różnych historii, które tak naprawdę opowiadają o tym samym wydarzeniu.

Bardzo długo w świecie filmu dominowało przeświadczenie, że reżyseria to zajęcie dla twardych mężczyzn, jednak wiele reżyserek pokazuje, że one też mogą być twarde, lub, wręcz przeciwnie, że można tworzyć filmy i nie trzymać ekipy na planie krótko. Warto przyjrzeć się drodze, jaką reżyserki przeszły, aby w końcu zostać zauważone, a jestem pewna, że wiele dopiero przed nami i jeszcze niejedna kobieta podbije kino i nasze serca.