#spoilery

Phil Burbank (Benedict Cumberbatch), główny bohater „Psich pazurów”, najnowszego filmu Jane Campion, to na pierwszy rzut oka uosobienie stereotypowych cech związanych z toksyczną męskością. Jest człowiekiem o osobowości władczej i dominującej, rządzącym żelazną ręką w swojej rodzinie i na ranczu, które współposiada ze swoim bratem Georgem (Jesse Plemons). Nie okazuje uczuć, a czasem sprawia wręcz wrażenie osoby niezdolnej do odczuwania miłości, wdzięczności czy współczucia. Jeżeli przejawia jakiekolwiek emocje, zwykle jest to złość lub kpina, gdy rzuca ironicznymi komentarzami w kierunku osób, którymi gardzi. Swoje poczucie własnej wartości Phil często buduje na poniżaniu innych - w ten sposób zdobywa też poklask i uznanie otaczających go mężczyzn, pracowników rancza.

Ale Phil ma też sekret. Jest gejem, co w Montanie 1925 roku stanowi absolutne tabu, a w przypadku wyjścia na jaw byłoby gwarantem społecznego ostracyzmu, pogardy i wykluczenia.

Środowisko gruboskórnych kowbojów, w którym żyje bohater, jest środowiskiem głęboko patriarchalnym i konserwatywnym w postrzeganiu „wzorcowego” wizerunku męskości, a więc opresyjnym szczególnie wobec mężczyzn, którzy jakkolwiek do tego wzorca nie pasują. W takiej wrogiej rzeczywistości bohater „Psich pazurów” widzi tylko jedną strategię na przetrwanie: stłamszenie swojego prawdziwego „ja”, zepchnięcie go daleko na krańce świadomości i stanie się swoją własną antytezą, a więc toksycznym stereotypem „męskiego mężczyzny”, który opisałam powyżej.

Zinternalizowana homofobia to zjawisko, kiedy patriarchalne środowisko, w którym żyjemy, wmawia nam od dzieciństwa, że homoseksualność jest zła i nienaturalna, że jest czymś niewłaściwym, co należy wytykać palcami i zwalczać - gdy zauważymy więc symptomy homoseksualności u siebie, również traktujemy ją jako coś złego. Czujemy głębokie przekonanie, że znajduje się w nas coś wstydliwego, obrzydliwego, godnego potępienia i nabieramy do tej części siebie nienawiści, która promieniuje także na innych ludzi (nie tylko nieheteronormatywnych). Nienawiść i pogarda Phila wobec wszystkiego, co wrażliwe i delikatne stanowią więc mechanizm obronny bohatera i rezultat jego zinternalizowanej homofobii. Przez swoją postawę wobec ludzi i świata postać Cumberbatcha jest też niezwykle samotna, a dodatkowo żyje w ciągłym strachu, że ktoś kiedyś odkryje jego wstydliwą tajemnicę. Przez to czuje wieczną potrzebę udowadniania swojej własnej męskości. 

Życie Phila ewidentnie nie jest zbyt szczęśliwe, ale wydaje się, że mężczyzna ma nad nim pełną kontrolę.

Wypracowana przez lata równowaga zostaje zaburzona dopiero, gdy George w tajemnicy przed bratem żeni się z wdową Rose (Kirsten Dunst) i sprowadza ją na ranczo, by mieszkała w ich wspólnym domu. Pojawienie się kobiety budzi w Philu poczucie zagrożenia. Najprawdopodobniej jest wściekły, że ta „zawłaszczyła” sobie jego brata - jedyną bliską mu osobę, a może zazdrości parze ich związku, którego sam z powodu swojej orientacji seksualnej nie może mieć. W każdym razie ranczer od początku jest wrogo nastawiony do nowej bratowej, a ponieważ kobieta jest osobą wrażliwą i nieco chwiejną psychicznie, staje się dla niego idealnym materiałem na ofiarę.

Phil zaczyna więc konsekwentnie znęcać się nad Rose. Nieustanną krytyką, kpinami i gaslightingiem doprowadza do tego, że kobieta właściwie przestaje wychodzić ze swojego pokoju ze strachu przed natknięciem się na szwagra, a dodatkowo w wyniku ciągłego stresu uzależnia się od alkoholu. Phil nawet wtedy nie porzuca swojej okrutnej gry. Przeciwnie, daje Rose do zrozumienia, że wie o jej nałogu i w każdej chwili może wyjawić tę tajemnicę jej mężowi, czym tylko pogłębia strach i paranoję swojej ofiary. Stopniowe pogrążanie się bohaterki w wyniszczającej spirali rozpaczy i bezsilności wobec terroru Phila obserwujemy z ciągłym napięciem, które podkreśla niepokojąca westernowo-horrorowa muzyka Jonny’ego Greenwooda.

W tym momencie na ranczo przybywa nastoletni syn Rose, Peter (Kodi Smit-McPhee), by spędzić z matką letnie wakacje.

Z zewnątrz chłopak jest całkowitym przeciwieństwem Phila. Ma delikatne rysy twarzy i „patykowatą” budowę ciała, fizycznie sprawia więc wrażenie słabego i delikatnego. Ale to w umyśle, a nie w ciele, tkwi jego prawdziwa siła. Jest inteligentny i kreatywny, uzdolniony artystycznie, a oprócz tego ma rozległą wiedzę medyczną (chce w przyszłości zostać chirurgiem). Już wcześniej na własnej skórze przekonał się o okrucieństwie Phila, kiedy jako kelner pomagał w karczmie prowadzonej przez Rose przed małżeństwem z Georgem. Bohater Cumberbatcha publicznie go wtedy wykpił, a potem ostentacyjnie spalił papierowego kwiatka zrobionego przez Petera.

Gdy chłopak pojawia się w posiadłości Burbanków, od razu dostrzega przerażającą zmianę, która zaszła w jego matce i czuje, że nie może pozostać obojętny wobec jej cierpienia. Rose zawsze była dla syna kochająca i wyrozumiała, nie narzucała mu żadnych niedoścignionych wzorców męskości i pozwalała swobodnie realizować swoje pasje. Kiedy więc Peter widzi, że osoba, która ofiarowała mu tyle miłości i dobra cierpi, jest wściekły na Phila i zdeterminowany, by uwolnić Rose od jego destrukcyjnego wpływu - nieważne jakimi środkami.

Przypadek chce, że chłopak dowiaduje się o orientacji oprawcy swojej matki. Phil w pierwszej chwili reaguje na to agresją, wynikającą bez wątpienia z jego poczucia wstydu i zagrożenia. Później jednak postanawia zbliżyć się do Petera, „wkraść się w jego łaski” i zdobyć jego zaufanie, by ten nie zdradził nikomu jego tajemnicy. Na początku wydaje się, że robi to wyłącznie we własnym interesie, ale w miarę jak lepiej poznaje chłopaka, zaczyna czuć do niego szczerą sympatię. Prawdopodobnie dostrzega w Peterze siebie sprzed lat - delikatnego, zagubionego i nieprzystosowanego do życia w nieprzyjaznym męskim świecie.

Dlatego bierze nastolatka pod swoje skrzydła i próbuje „zrobić z niego mężczyznę”. Uczy go jazdy konnej, wyplatania skórzanych lin i innych kowbojskich umiejętności, tak jak i jego nauczył kiedyś Bronco Henry - tajemniczy mentor, o którym opowiada czasami w taki sposób, jakby łączyło ich coś więcej niż przyjaźń. Sugeruje to też wyraźnie kilka scen, podczas których w ciasnych kadrach zbliżeń na detale ranczer pieczołowicie poleruje otrzymane od niego siodło.

Przyjaźń z Peterem staje się dla zgorzkniałego kowboja pierwszą bliską relacją po latach samotności i odpychania od siebie ludzi. Ale nie docenia on inteligencji chłopaka i jego determinacji, by pomóc swojej udręczonej matce.

Peter pozwala Philowi wierzyć, że ich relacja jest obustronna, że go szanuje i darzy zaufaniem, by w krytycznym momencie zrealizować swój starannie wykalkulowany plan i zarazić go wąglikiem. Choroba błyskawicznie rozprzestrzenia się w organizmie Phila i mężczyzna umiera - oszukany i samotny, nieżałowany przez nikogo. Oprawca został pokonany. Peter ocalił swoją matkę od jego „psich pazurów”.

Refleksja płynąca z filmu Campion jest bardzo pesymistyczna. Wydaje się, że główny bohater filmu i jednocześnie jego czarny charakter dostał to, na co zasłużył. Ale czy na pewno?

Phil był czarnym charakterem także w swoim życiu. Trudno podsumować jego śmierć bezrefleksyjnym „dobrze mu tak”, kiedy wiemy, z czego wynikała jego zimna i odpychająca postawa. Wszystkie jego działania, wyniszczające i szkodliwe przede wszystkim dla otaczających go ludzi (na czele z Rose), ale też, poza jego świadomością, dla niego samego, wynikały z opresyjności środowiska, w którym przyszło mu żyć. Uważam, że „Psie pazury” są filmem o tym, jak destrukcyjny potrafi być patriarchat, w którym nie pozwala się mężczyznom być sobą. Zamiast tego zmusza się ich do ciągłego udowadniania własnej męskości, a okazywanie uczuć czy orientacja inna niż heteroseksualna są równane z jej wybrakowaniem bądź brakiem. Campion oczywiście nie usprawiedliwia ani Phila Burbanka, ani żadnych jemu podobnych agresorów. Zwraca jedynie uwagę na to, że prawdziwy problem leży znacznie głębiej, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje.