Green filming – oglądanie serialu gorsze niż plastikowe słomki?

Ostatnimi czasy świat oszalał. Na szczęście, wyjątkowo na punkcie czegoś wartego uwagi - bowiem na punkcie ekologii. Nagle wszyscy chcą być eko - spróbujcie tylko pokazać się znajomym z plastikową słomką, a zaraz zostaniecie oskarżeni o mordowanie wielorybów. Sklepy zalewają nas wielorazowymi butelkami na wodę, materiałowymi torbami na zakupy czy "eko” produktami spożywczymi. Co tu dużo mówić, dbanie o środowisko jest na topie! I o ile wciąż uważam, że większość firm uznaje to za świetny chwyt marketingowy (w tym momencie w Polsce sprzedaż produktów ekologicznych rośnie nawet o 20% rocznie!), to mimo wszystko jest to zawsze krok w dobrą stronę i wspólne dokładanie swojej cegiełki do walki o przyszłość naszej planety.

A jak wygląda temat ekologii i zrównoważonej działalności w przemyśle filmowym? Bardzo źle. 

Przykładowo, szacuje się, że produkcja filmowa i telewizyjna to drugie największe źródło zanieczyszczeń w Los Angeles. Z kolei szeroko wykorzystywane przez branżę filmową technologie informatyczne (czyli np. internetowe przesyłanie danych) generują mniej więcej 2% globalnej emisji dwutlenku węgla - żeby robiło to wrażenie, warto wiedzieć, że 2% generuje również transport lotniczy. Wyobrażacie to sobie? Korzystanie z ,,chmury” można porównać do latania samolotem. A to nie wszystko. Najnowsze badania w Wielkiej Brytanii wykazały, że wyprodukowanie pół godzinnego materiału telewizyjnego wytwarza praktycznie tyle samo dwutlenku węgla, co przeciętny Amerykanin w ciągu roku! No i nie myślcie sobie, nie tylko twórcy są tutaj winni. International Energy Agency, która zajmuje się m.in tworzeniem statystyk na temat źródeł energetycznych, ustaliła, że półgodzinny seans na Netflixie powoduje porównywalną ilość zanieczyszczeń, jak przejechanie samochodem nawet 200 metrów. 

Wall-E

Takich przykładów i badań można przytaczać w nieskończoność. Na szczęście jednak eko trend dociera także do filmowców. Coraz częściej już nie tylko małe, niezależne produkcje zwracają uwagę na szkody, jakie wyrządza proces tworzenia filmów. Świetnym przykładem przemyślanej produkcji jest film Niesamowity Spider-Man 2 (M. Webb, 2014), który do dziś uważany jest za jedną z najbardziej zrównoważonych produkcji wysokobudżetowych, a to wszystko dzięki wprowadzeniu do pionu produkcyjnego coraz popularniejszej funkcji eco managera. Osoba zatrudniona na takim stanowisku pilnuje każdego etapu powstawania filmu - od weryfikowania, czy catering nie będzie przywożony w plastikowych pojemnikach, do sprawdzania, czy na planie segregowane są śmieci. Innym ciekawym rozwiązaniem jest ponowne wykorzystywanie materiałów z planu, takich jak kostiumy czy scenografii. Ciekawostka - twórcy filmu Batman vs Superman: Świt Sprawiedliwości (Z. Snyder, 2016) z elementów scenografii stworzyli siedliska dla nietoperzy, z kolei podczas produkcji musicalu Koty (T. Hooper, 2019) członkowie ekipy byli nagradzani za przyjeżdżanie na plan rowerami.

Niestety, takie działania to póki co tylko ciekawostki. Większość produkcji zostawia po sobie nie tylko gigantyczny ślad węglowy, ale także ścieżki plastikowych opakowań i nieodwracalne zmiany w ekosystemach. Wciąż brakuje jakichkolwiek regulacji prawnych ograniczających negatywny wpływ produkcji filmowej. Rankingi czy organizacje sprawdzające twórców pod kątem dbania o środowisko wciąż raczkują - w końcu nikt przecież nie sprawdza poziomu zanieczyszczeń produkowanego przez twórców przy wyborze filmu na wieczór przed telewizorem. Możemy jedynie wspierać działania firm i organizacji, które decydują się na takie kroki. Wzorem do naśladowania może stać się Łódź Film Commission, która do swojego wniosku o dofinansowanie dodała sekcję, w której należy opisać działania, jakich podejmą się twórcy, by zneutralizować szkody. Zdecydowanie popieramy takie działania!

A co my, zwykli śmiertelnicy, możemy zrobić? Przede wszystkim wspierać wszelkie inicjatywy związane z promowaniem zrównoważonej produkcji. Możemy także uczestniczyć w festiwalach, takich jak Green Film Festival. Możemy się edukować i przekazywać informację o realnych szkodach powodowanych przez przemysł filmowy, by społeczeństwo nabierało świadomości, że ekologia to nie tylko rezygnowanie z plastikowych słomek czy foliówek - wiele osób wciąż nie zdaje sobie sprawy, jak wiele naszych codziennych działań przyczynia się do coraz bardziej realnego zagrożenia. W końcu, możemy też metodą małych kroków zmieniać swoje nawyki i starać się chociaż ograniczyć swój negatywny wpływ. Wystarczy chociażby nie kupować nowego sprzętu elektronicznego co miesiąc, zrezygnować z oglądania w domu na ekranie większym od tego kinowego oraz pamiętać o oglądaniu za pomocą sieci wi-fi, zamiast transferu komórkowego (na tym skorzysta nie tylko środowisko!). Nawet wyłączenie funkcji autoodtwarzania to krok w stronę minimalizowania produkcji śladu węglowego. 

Lód płonie

Pamiętajmy, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za naszą planetę i każde działanie mające na celu zmniejszenie ilości generowanych zanieczyszczeń ma znaczenie. Poza tym, to zawsze dobry pretekst do spotkania ze znajomymi na seans filmowy - w końcu jedno urządzenie to zawsze mniejsze szkody niż kilka! Nie dajmy się zwariować, ale bądźmy przynajmniej świadomi - a być może za jakiś czas green filming stanie się normą?