Filmowe perły roku 2020 [RANKING]

Potencjalny scenariusz do dystopijnego filmu fabularnego stał się w 2020 roku naszą rzeczywistością. Problem pandemii dotknął bowiem wszystkich oraz wpłynął na konieczność zastosowania nowych rozwiązań odnośnie dystrybucji filmów. Sporą część premier można było obejrzeć na platformach streamingowych, a te najbardziej oczekiwane przez amatorów kina (Dune Denisa Villeneuve’a  czy The French Dispatch Wesa Andersona) zostały przesunięte w czasie. Pomimo tego muszę jednak przyznać, że filmowo- kinowy rok 2020 dostarczył mi (i zapewne Wam) kilku perełek, które wielokrotnie chwytały mnie za gardło, rozbawiły do łez i do teraz nie pozwalają o sobie zapomnieć.

*Do rankingu zaliczam pozycje, których dystrybucja w Polsce rozpoczęła się w roku 2020.

#10
Kłamstewko (reż. Lulu Wang)

Billi (Awkwafina) mieszka w Nowym Jorku. Pewnego dnia dowiaduje się od rodziców, że jej babcia- Nai Nai (Shuzhen Zhou) jest chora na raka i zostało jej tylko kilka miesięcy życia. Pod pretekstem hucznego wesela kuzyna, cała rodzina decyduje się na przyjazd do Chin, by pożegnać się z kobietą. Najbliżsi Nai Nai postanawiają, że zatają informację o faktycznym stanie jej zdrowia, czego Billi jako mieszkająca od ponad dwudziestu lat “na zachodzie” dziewczyna nie rozumie.

Największym atutem tego filmu jest relacja głównej bohaterki z jej babcią. Ich rozmowy oraz małe tradycje sprawiają, że widzowi robi się cieplej na sercu. Dodatkowo dostajemy bardzo ciekawą wersję konfliktu “wschodu” z “zachodem”. Oba światy zderzają się głównie w kwestii moralnej, co pozwala uniknąć znanych już z innych produkcji biegunów- biedni/ bogaci; mądrzy/ głupi. Konflikt ten staje się jednak ostatecznie nieistotny,  bo niezależnie od miejsca urodzenia, sposobu wychowania czy wykonywanego zawodu każdy z bohaterów chce dla Nai Nai jak najlepiej- i nie ma się co dziwić, bo chyba każdy widz chciałby mieć taką babcię. 

#9
Nędznicy (reż. Ladj Ly)

Na paryskim przedmieściu Montfermeil, znanym ze słynnej powieści Victora Hugo jako miejsce policyjnej samowoli i siedziby społecznego marginesu, stan rzeczy od wieków nie uległ zmianie. Szeregi lokalnego posterunku policji zasilił nowy brygadier Stéphane Ruiz (Damien Bonnard). To właśnie on ze swoimi partnerami stanowią prawo oraz wymiar sprawiedliwości. Wątpliwy porządek zaprowadzają do czasu, aż pewnego dnia zostają uwiecznieni przez drona pewnego chłopca.

Ten film jest przede wszystkim celnym komentarzem społecznym. Dla wielu osób może być jednym z najważniejszych obrazów współczesnego świata. Gdyby nie mocno zarysowany wątek fabularny można by było pomyśleć, że film jest reportażem: wszystkie sceny przepychanek lub agresji fizycznej są nagrywane z bliska, rozdygotana kamera buduje napięcie i bezpośrednio przygląda się obowiązkom stróżów prawa. Ostatni akt potrafi złapać za gardło i wprawić w spore poczucie dyskomfortu. Ladj Ly stara się jednak zbyt bardzo ujednolicić przekaz filmu, przez co moim zdaniem pointa nie wybrzmiewa na koniec tak mocno. Reżyser łapie kilka srok za ogon i finalnie ciężko znaleźć winnego odpowiedzialnego za tak ważny społecznie problem.

#8
A potem tańczyliśmy (reż. Levan Akin)

Merab (Levan Gelbakhiani) od najmłodszych lat trenuje w Gruzińskim Balecie Narodowym. Jego największymi marzeniami są: wyjazd w tournee z zespołem oraz ucieczka z konserwatywnego kraju. Kiedy jeden z głównych tancerzy zostaje zwolniony i rozpoczyna się rekrutacja na jego miejsce, plan bohatera staje się coraz bardziej realistyczny. Jednocześnie do zespołu dołącza charyzmatyczny, młody i lekkomyślny Irakli (Bachi Valishvili). Staje się on nie tylko największą konkurencją dla Meraba, lecz także jego obiektem pożądania.

Film powiela znane widzowi schematy odkrywania swojej seksualności oraz eksperymentowania z nią. Jednakże to co wyróżnia tę produkcję spośród podobnych obrazów coming off age to główny bohater. Merab jest postacią z krwi i kości, z którą każda osoba nieheteronormatywna może sympatyzować. Młody chłopak stanowi poniekąd portret ofiary konserwatywnego społeczeństwa oraz toksycznej męskości. Film jest po prostu odą do wolności z bardzo ładnymi, szerokokątnymi kadrami w akompaniamencie pięknej muzyki gruzińskiej przeplatanej z niezwykle wymagającymi i cieszącymi oko tańcami. 

#7
Berlin Alexanderplatz (reż. Burhan Qurbani)

Reżyser Burhan Qurbani stworzył film na podstawie powieści Alfreda Döblina z 1929 roku o tym samym tytule. Postanowił on jednak przenieść realia międzywojennej historii do teraźniejszości. Jest to zabieg bardzo ciekawy, ponieważ znane nam dzisiaj Niemcy zmierzają się  z zupełnie innymi problemami oraz posiadają zupełnie inną demografię niż w przeszłości. Głównym bohaterem jest Francis (Welket Bungué) z Burkina Faso, który cudem ocalały na Morzu Śródziemnym przysięga przed Bogiem, że od tej pory jego wszystkie działania będą skierowane ku dobru. 

Największym atutem filmu jest profetyczna narracja, która czyni film współczesną przypowieścią i lekcją o człowieczeństwie. Francis- podobnie jak Hiob z Biblii- jest niejako kartą przetargową między Bogiem a Szatanem. Główny bohater często myli dobro z jego iluzją, dlatego też cały czas cierpi i ma poczucie obowiązku udowadniania swojej wartości innym ludziom.  Film Burhana Qurbani to hybryda między kinem filozoficznym (czasem niestety trącącym truizmami) a gęstym kinem gangsterskim pełnym neonowych kolorów, seksu, przemocy i szybkiego montażu. Pięknie opakowana mieszkanka wybuchowa ze świetnym aktorstwem. 

#6
Nigdy, rzadko, czasami, zawsze (reż. Eliza Hittman)

Autumn (debiutująca Sidney Flanigan) jest uczennicą w liceum. Pewnego dnia dowiaduje się, że zaszła w niechcianą ciążę. Chłopacy z jej rocznika oraz opiekun (ojciec?) szydzą z niej na każdym kroku; nie może też liczyć na wyrozumiałość matki. Podejmuje więc decyzję o usunięciu niechcianej ciąży. Kiedy metody wyszukane w Internecie zawodzą, postanawia udać się w podróż do odległej od swojego miejsca zamieszkania kliniki aborcyjnej. Towarzyszy jej przyjaciółka, Skyler (również debiutująca Talia Ryder).

Pomimo tego, że akcja filmu przez większość czasu toczy się w Nowym Jorku to sam problem jest przedstawiony w niezwykle kameralny sposób. Hittman często potrzebuje jedynie kilku spojrzeń bohaterek, żeby zawrzeć całą paletę skrywanych emocji. Wystarczy jej jedno zbliżenie na dłonie, a już wiemy, że między nimi rodzi się coś więcej niż tylko zwykła przyjaźń. Przemyślane w najdrobniejszym szczególe kadry w połączeniu z rzadko spotykanym u debiutantów ogromnym wyczuciem aktorskim oraz doskonałym uchem do dialogów tworzą niezwykle naturalny obraz dorastających nastolatek. Ostatecznie problem aborcji zostaje przedstawiony tylko i wyłącznie z perspektywy osoby zainteresowanej, czyli Autumn, co świadczy o sporej odpowiedzialności twórczej reżyserki. Film też w dobitny sposób pokazuje jak ciężko jest być kobietą w dzisiejszym świecie. Wizja bycia sprowadzonym do obiektu seksualnego, głupiego człowieka lub osoby niewartej szacunku potrafi przerazić. Przerażające jest to, że tyle naszych bliskich doświadcza tego na co dzień. 

#5
DAU. Natasza (reż. Ilya Khrzhanovskiy)

O projekcie DAU od wielu lat krążyły plotki w światku filmowym. Z początku w ramach inicjatywy planowano realizację jednego filmu, który miał być biografią Lwa Landaua, radzieckiego zdobywcy Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki. Nikt jednak nie pomyślał, że projekt urośnie do skali jednego z najbardziej niepokojących, imponujących oraz monumentalnych przedsięwzięć artystycznych we współczesnej kulturze.

Inicjatywa polegała na odtworzeniu Instytutu Problemów Fizycznych Akademii Nauk ZSRR. Z tej przyczyny wybudowano w Charkowie jeden z największych planów filmowych w Europie o powierzchni 12 000 m2. Sam ośrodek stał się domem dla aktorów, statystów, ekipy filmowej oraz fizyków i matematyków. Zaangażowane w projekt osoby „przeżyły” trzydzieści lat w okresie 2009-2011, w pełni oddając realizm czasów, przejmując gesty, sposób ubioru oraz wykonując popularne w okresie od lat 30. do 60. XX wieku zawody. Na podstawie 700 godzin materiału filmowego powstało 14 produkcji pełnometrażowych oraz masa innych pobocznych projektów.

Akcja rozgrywa się w roku 1952. Natasza (Natalia Berezhnaya) pracuje w kantynie działającej w ramach Instytutu Problemów Fizycznych. Jako kelnerka zna niemalże wszystkich wybitnych naukowców radzieckiego bloku oraz zaproszonych gości z Zachodu. Natasza wie, że mężczyźni pracują nad enigmatycznym i ważnym eksperymentem. Temat ten jest jednak dla głównej bohaterki nieistotny w porównaniu do jej rutynowej pracy w bufecie. To właśnie tam istnieje prawdziwe życie: pije się alkohol, pali papierosy i wykonuje swoje obowiązki. Natasza stara się być figurą i wzorem do naśladowania dla swojej pomocnicy, Olgi (Olga Shkabarnya).

DAU. Natasza przyjmuje postać fabularnego dokumentu. Chrżanowski zaprosił do współpracy naturszczyków i pozwolił kamerze obserwować to, jak zachowują się w wykreowanym przez niego świecie. Wszystko w filmie było prawdziwe: libacje alkoholowe, jedzenie suszonych ryb, przemoc i seks. Zatrudnione osoby nie pracowały na podstawie scenariusza. Aktorzy wcielali się w postacie, które zajmowały się podobną profesją jak oni sami w prawdziwym życiu. Film przekracza cienką granicę między rzeczywistością i fikcją. Reporterski charakter dzieła łączący sceny suto zakrapianych imprez oraz pornografii potrafi wzbudzić spory dyskomfort i niepokój u widza.

Na jak dużo możemy sobie pozwolić, o co możemy zapytać? DAU. Natasza przesuwa granice znane nam z życia codziennego. Samo posiadanie zasad moralnych to nic złego, ale z punktu widzenia sztuki przybiera to dziwną formę. W szczególności w kinie, które bazuje w głównej mierze na ludzkiej psychologii. Pomimo tego całego dyskomfortu i absurdu, DAU. Natasza to przede wszystkim historia o kobiecie skrzywdzonej przez system, desperacko poszukującej miłości.

#4
Może pora z tym skończyć (reż. Charlie Kaufman)


Młoda kobieta (Jessie Buckley) decyduje się odwiedzić rodziców swojego nowego chłopaka (Jesse Plemons). Dziewczyna niestety posiada wiele wątpliwości odnośnie przyszłości związku z nowym partnerem. Z powodu śnieżycy zostaje ona uwięziona na rodzinnej farmie z matką swojego chłopaka (Toni Collette) oraz jego ojcem (David Thewlis). Niepokojąca wizyta oraz zachowanie partnera i jego najbliższych powodują, że młoda kobieta zaczyna kwestionować wszystko, co sądziła na swój temat i otaczającego ją świata. Całość przybiera zupełnie nieoczekiwany obrót. Zarówno pod względem formy, jak i treści.

Film nie jest jednak o tym o czym napisałem na początku. Podróż stanowi wędrówkę po ludzkim umyśle. Jest ekranizacją pewnego strumienia świadomości. Nie sposób się we wszystkim połapać, tak i nie sposób w pełni zrozumieć innego człowieka. Wiemy natomiast, że w naszych głowach dzieją się niestworzone rzeczy – szczególnie, kiedy zaglądamy do wspomnień lub wstajemy rano i próbujemy sobie przypomnieć, co nam się śniło. O tym jest ten film. Brak w nim chronologii, jakichkolwiek wyjaśnień. Jest za to cała masa symboli, monologów, ślepych zaułków i zabawy, a raczej tortury z widzem, surrealistycznych scen, powykrzywianych twarzy, a także zapętlony, wiecznie otrzepujący się pies. Kaufman całymi garściami czerpie z postmodernizmu- z jego wadami i zaletami. A szkoda! Gdyby przesłanie nie wybrzmiewało w tak oczywisty sposób mielibyśmy do czynienia z arcydziełem na miarę naszych czasów.

#3
Metamorfoza ptaków (reż. Catarina Vasconcelos)

Metamorfoza ptaków to pełnometrażowy debiut Catariny Vasconcelos. Reżyserka w formie wideo-eseju zagłębia się w genealogię swojej rodziny, by przybliżyć losy babci Beatriz, której nigdy nie poznała. Powodem dla którego Catarina zdecydowała się nakręcić ten film był fakt, że jej dziadek chciał pozbyć się korespondencji ze swoją zmarłą żoną. Reżyserka dodatkowo znalazła płyty winylowe z wiadomościami głosowymi Beatriz kierowanymi do dzieci. To właśnie te listy i nagrania stanowią narrację dla dzieła reżyserki i to one towarzyszą widzowi niemal przez cały seans.

Kino odarte ze skóry. Prawdopodobnie jest to jedna z najbardziej intymnych historii jakie można obejrzeć. Sama reżyserka traktowała nakręcenie tego filmu jako środek terapii- znalazła nić porozumienia z ojcem, ponieważ oboje stracili matki w młodym wieku. W trakcie seansu przewija się kilkadziesiąt przepięknych zdjęć i obrazów, które są poddane “dyktaturze głosu” Dzieło zostało nakręcone kamerą 16 mm (losy Beatriz) oraz cyfrą (losy ojca reżyserki i jej samej).

Na duży podziw zasługuje to w jaki sposób Catarina Vasconcelos mierzy się z nieprzepracowaną jeszcze traumą portugalskiego kolonializmu w Afryce. Sekwencja z klastrem pełnym znaczków pocztowych, na których znajdują się mężczyźni z Mozambiku czy Angoli, sprawia, że dzieci zaczynają zadawać coraz trudniejsze pytania. Reżyserka dzięki temu prostemu zabiegowi adresuje problem rasizmu oraz pokazuje okrucieństwo reżimu.

Jedyne co przychodzi do głowy po seansie to portugalskie pojęcie saudade. Reżyserka na nowo definiuje ten rodzaj nostalgii oraz uwspółcześnia go. Portugalczycy bardzo często podkreślają, że termin ten jest nieprzetłumaczalny na inne języki, a sami traktują go jako wyróżnik ich tożsamości narodowej. Przyjemnie było oglądać tę udaną próbę redefinicji znanego w sztuce pojęcia.

#2
Nieoszlifowane diamenty (reż. Josh Safdie, Benny Safdie)

Howard (Adam Sandler) jest niekwestionowaną gwiazdą nowojorskich dzielnic pośród miłośników wyrafinowanej biżuterii. Jego znajomy, Demany (Lakeith Stanfield), co jakiś czas przyprowadza do niego znane osoby, które z chęcią wydają pieniądze na kosztowności znajdujące się w jego sklepie. Pewnego dnia Howard, poprzez serię złych decyzji, wplątuje się w trudną i nerwową sytuację, która z czasem tylko narasta i wydaje się być bez wyjścia. Nie chcę pisać za dużo, bo sama fabuła może nie jest zaskakująca, ale sposób w jaki reżyserowie prowadzą narrację- zdecydowanie tak!

Zacznę chyba od najbardziej oczywistego komplementu jaki wpada do głowy po seansie Nieoszlifowanych diamentów. Uwielbiam Adama Sandlera w tym filmie! Howard to z pozoru jeden z najbardziej antypatycznych bohaterów- zdradza swoją żonę, pieniądze są dla niego najważniejsze, jest cholerykiem i frustratem, okropnie traktuje swoją kochankę. Jednakże Adam Sandler pokazuje tę postać z taką świadomością i dojrzałością, że naprawdę można Howardowi kibicować i z nim sympatyzować.

Film jest niezwykle chaotyczny i narzucone przez braci Safdie tempo może przyprawić o ból głowy. Opowieść jest skonstruowana w taki sposób, że dialogi bohaterów słyszymy niemalże w tym samym momencie, a oni sami najczęściej przekrzykują się. Zabieg ten pokazuje widzom jak sfrustrowany swoim życiem musi być Howard. Jest to fascynujące i niezwykle męczące jednocześnie.

Gęsty klimat, półświatek pełen narkotyków i seksu nadają realności Nieoszlifowanym diamentom. Jest to film wymagający, niełatwy w przetrawieniu, pełen szemranych bohaterów. Scenariusz jest prosty i klarowny, to jest jego zaletą. Film zapewni widzowi roller coaster emocji, wydarzeń, bohaterów i część z nich zapewne wyjdzie z niego z ogromnym bólem głowy. Ja jednak uważam, że Nieoszlifowane diamenty to cegiełka, która doprowadzi do renesansu kina gangsterskiego. Powiało świeżością, oryginalnością i odwagą- bardzo za tym tęskniłem w tego typu opowieściach.

#1
Aida (reż. Jasmila Žbanić)


Aida (Jasna Djuricic) pracuje jako tłumaczka ONZ. Stanowi wspólny mianownik dla dwóch linii fabularnych filmu: z jednej strony narracja rekonstruuje przebieg wydarzeń z lipca 1995 roku, a z drugiej opowiada o osobistym dramacie tytułowej bohaterki. Utwór przedstawia akt ludobójstwa, jakiego dokonało wojsko bośniackich Serbów pod przywództwem generała Ratko Mladicia. W trakcie masakry zginęło ponad osiem tysięcy muzułmańskich mężczyzn, a wiele kobiet zostało zgwałconych. Tragedia nabiera jeszcze bardziej makabrycznego charakteru z uwagi na to, iż miała miejsce w pobliżu strefy bezpieczeństwa ONZ. Stacjonujący tam żołnierze nie zrobili nic, aby powstrzymać zbrodnię.

Historyczne wydarzenia widz obserwuje z perspektywy głównej bohaterki. Widmo nadchodzącej katastrofy wymusza na Aidzie walkę o życie męża i synów. Początkowo kobieta pomaga rodzinie w dostaniu się do bazy ONZ, w której niestety przebywa tylko część z kilkudziesięciu tysięcy muzułmanów. Następnie szuka dla nich schronienia oraz wykorzystuje swoją pozycję, by pod żadnym pozorem bliscy nie wsiedli do transportu zorganizowanego przez Mladicia. Budowane przez Žbanić napięcie sprawia, że nawet nieznający faktów historycznych widz z ujęcia na ujęcie zaczyna rozumieć, iż nieszczęście staje się nieuniknione.

Biblijny kontekst pytania „Quo vadis?” padającego w oryginalnym tytule Aidy wskazuje na jego przewodni temat: traumę i cykliczność wydarzeń. Główna bohaterka decyduje się na powrót do miejsca cierpienia i niewyobrażalnego wręcz bólu. Tysiące muzułmańskich kobiet wraca, by móc zidentyfikować zwłoki swoich zmarłych mężów lub synów. Wiele z nich też podjęło pracę i sąsiaduje z osobami, które dokonały czystek etnicznych. Mimo że kluczowe dla tej tragedii postacie zostały już skazane to czas rozliczeń oraz następstwa masakry trwają do dziś.

Jasmila Žbanić nie stworzyła dzieła „ku pokrzepieniu serc”, a spłycanie wydźwięku do podobnego frazesu wiele temu filmowi odbiera. Aida to próba przerwania łańcucha nienawiści oraz pewnego rodzaju „deblokada”–  opowieść o tragedii ludzkości i niebywałej dehumanizacji. W końcu po obu stronach konfliktu stały osoby, których kiedyś łączyły przyjaźń lub profesjonalne relacje. Widz spędzi seans ze ściśniętym gardłem, łzami ściekającymi po policzkach oraz (delikatnie mówiąc) irytacją w odpowiedzi na wydarzenia przedstawione na ekranie.

Pomimo ciężaru, jaki niesie ze sobą film, i bólu,  który będzie towarzyszył Wam  na długo po seansie, dzieło umożliwia katharsis. Nie dostarcza odpowiedzi, zostawia z wieloma pytaniami, ale daje szansę na doznanie ulgi. W końcu główna bohaterka jest w stanie odbiorcę wiele nauczyć. Aida wraca do pracy jako nauczycielka, co świadczy o tym, iż wierzy , że nowe społeczeństwo będzie lepsze i nie popełni błędów swoich rodziców lub dziadków. To właśnie ku szkolnej edukacji zwraca się kobieta– chce pomóc w rozwoju młodych osób oraz walczyć z nienawiścią. Nie trzeba jej o to pytać.