Eksplikacja autorska – Skąd wziął się pomysł? Co tak naprawdę czujesz? [SCENOPISARSTWO]

Dzisiaj poświęcę chwilę pracy, która zazwyczaj jest jedyną bezpośrednią formą obrony przed komisją oceniającą scenariusze na poziomie samej teczki, czyli eksplikacji lub też eksplikacji autorskiej. Eksplikacja to – najprościej ujmując – przełożenie uczuć, towarzyszących scenarzyście przy pisaniu, na prostą, zrozumiałą historię o charakterze życiorysu. Zanim jednak rozwinę tę myśl, chciałbym omówić, jak powinna wyglądać dobrze sformatowana eksplikacja, aby łatwiej dało się omawiać później jej esencję.

Przyjęło się, że eksplikacja to jedna strona znormalizowanego maszynopisu – czcionka Courier New 12, interlinia 1, marginesy 3,8. Oczywiście, różne instytucje, do których piszemy, mogą mieć różne wymagania co do tego, jak powinna wyglądać nasza eksplikacja, dlatego zawsze należy zwrócić szczególną uwagę na wymagane technikalia projektu. Jednak zwykło się mówić o jednej stronie tekstu. Na naszym, polskim, podwórku poczujemy raczej zasadnicze różnice. Poważniejsze zmiany spotkamy dopiero przy tworzeniu dla zagranicznego filmu. Warto też wiedzieć, że eksplikację dobrze jest podzielić na trzy części (jak klasyczne opowiadanie): wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Jest to jednak wymóg nieobligatoryjny.

Nie ma jednego przepisu na dobrą eksplikację.

Moim osobistym zdaniem, najlepiej jest postawić na szczerość – w końcu nie musimy bronić się zgrabnymi, symbolicznymi obrazami, a możemy najzwyczajniej w świecie powiedzieć, co nas popchnęło do napisania takiej, a nie innej historii. Jeśli był to artykuł z gazety, który wyjątkowo nas poruszył – nie bójmy się tego. Jeśli to głęboko skrywana tajemnica rodzinna – wykorzystajmy, że nic tak dobrze się nie sprzedaje, jak historie, których nikt nie powinien usłyszeć. Jeśli piszesz o zdesperowanym, załamanym człowieku, stojącym na krawędzi dachu wieżowca, a nie byłeś w takim stanie, to napisz, że ten temat zawsze cię interesował i dlatego go poruszasz (chyba, że byłeś w takim stanie. Wtedy napisz, że znasz uczucia towarzyszące głównemu bohaterowi).

Pewnie wydaje się, że kłamanie, czy też naginanie prawdy, może być niezwykle przydatne. Ale radziłbym podchodzić z estymą do omawianego w scenariuszu zagadnienia. Niezwykle łatwo poślizgnąć się na nierzetelnym przedstawieniu trudnego tematu, a w tę stronę to pójdzie, jeśli już na start będziemy starali się wyglądać atrakcyjniej dla komisji. Zwłaszcza jako początkujący scenarzyści nie powinniśmy zapominać, że owe komisje składają się zwykle z doświadczonych ludzi, którzy dzięki swojemu obyciu ze słowem są w stanie bardzo szybko poznać się na oszustwie. Nie powinniśmy być też zbyt grzeczni – w eksplikacji powinny wybrzmieć emocje zarówno te istotne dla scenariusza, jak i dla nas samych. Powinien połączyć się pierwiastek twórczy z realiami.

Starajmy się zatem skupić się na tym, co nas najbardziej porusza w naszym scenariuszu. Co sprawia, że historia każe opowiadać się dalej. Niech eksplikacja będzie naszym spowiednikiem, a zostanie dobrze napisana. I nie bójmy się tychże emocji – w końcu one będą odpowiadać za oryginalność (a zatem też powodzenie) naszej pracy.