Dźwięki ciszy – „Sound of Metal” (reż. Darius Marder)

Darius Marder to twórca o niewielkiej filmografii. Filmem, którym zaistniał w świadomości odbiorców, jest Drugie oblicze Dereka Cianfrance’a z Ryanem Goslingiem. Obaj panowie napisali do tej produkcji scenariusz. Nie bez powodu przywołuję tamten film, bo zdaje się, że główny bohater Sound of Metal, Ruben, ma w sobie coś z granego przez Goslinga Luke’a. Tlenione włosy, wytatuowane ciało, buntowniczy charakter, smutną twarz.

Ruben (Riz Ahmed) jest perkusistą. Występuje na scenie u boku swojej partnerki życiowej Lou (Olivia Cooke).

Przed dwójką głównych bohaterów stoi olbrzymia szansa zaistnienia w przemyśle muzycznym. Niestety Ruben z dnia na dzień zaczyna coraz gorzej słyszeć, a lekarz potwierdza, że jego zmysł już nigdy nie wróci do stanu wyjściowego. Jedynym rozwiązaniem wskazanym przez doktora jest niezwykle kosztowna operacja wstawienia implantów, jednakże i ta metoda nie daje stuprocentowej gwarancji. Lou decyduje się pomóc partnerowi i zabiera go do ośrodka, który pomaga głuchym osobom.

Marderowi udaje się stworzyć zaskakująco spokojny film. Pierwsze minuty sugerują opowieść pełną muzyki, wydaje się też że bohater z każdą minutą będzie się na ekranie w swym cierpieniu coraz bardziej nakręcał. Tymczasem autor scenariusza wrzuca Rubena do ośrodka dla niesłyszących, otaczając go ciszą i ludźmi, którzy nie tyle chcą wrócić do normalności, co uwierzyć że życie bez słuchu może być normalne.

Największą zaletą tego filmu jest jego immersyjność.

Dźwiękowcy zrobili, co mogli by widz mógł współodczuwać doświadczenia słuchowe głównego bohatera. Czasem jest to pisk, dźwięki o bardzo niskiej częstotliwości, dziwnie przytłumione rozmowy lub prawie nic. Podobnie ma się sprawa w ośrodku dla osób głuchych. W trakcie kolacji, oprócz szelestu opakowań, szurania krzeseł, mlaskania lub dźwięku uderzeń rąk podczas migania nie da usłyszeć się nic. Odpowiedzialność i wrażliwość z jaką Darius Marder stworzył świat przedstawiony chwyta za gardło.
Film stoi przede wszystkim znakomitą rolą Ahmeda. Aktor wybornie balansuje na granicy przerysowania w początkowym etapie filmu, ale kolejne zachodzące w nim zmiany dzieją się niepozornie, już w ciszy. Jednocześnie przez cały czas na jego twarzy dostrzegalny jest niepokój. Celem pobytu w ośrodku Rubena jest zaakceptowanie swojej głuchoty, ale przede wszystkim odkrywanie spokoju w swoim życiu, przestrzeni dla ciszy, i dla samego siebie.

Bardzo ciekawy jest tu również drugi plan. Olivia Cooke jako Lou, która ma udane zarówno momenty wokalne, jak i aktorskie. Wrażenie robi także Paul Raci, jako lider ośrodka dla głuchych, który zgadza się przyjąć Rubena i podejmuje działania mające na celu zmianę jego życia. To taka figura ojca, Boga – dobrego i wspierającego, ale jednocześnie sprawiedliwego, a zarazem nie przekraczającego granic wolności podopiecznego.

Sound of Metal jest w dużej mierze opowieścią o wykluczeniu z uwagi na niepełnosprawność, ale też bardzo ciepłą, choć bez tanich sztuczek, próbą przybliżenia widzowi życia ludzi głuchych, które wcale nie musi być ograniczone. Szczególnie jeśli zdamy sobie sprawę, że życie pełnią życia to nie jest korzystanie ze wszelkich uroków, jakie oferuje nam świat, ale to przede wszystkim życie w zgodzie z sobą, relacje z innymi, miłość.