Danse Macabre w „Czyż nie dobija się koni?” Sydney’a Pollacka

„Czyż nie dobija się koni?” jest filmem, który bardzo silnie opowiada o ludzkiej kondycji i można określić go jako uniwersalny – można odnieść się do niego zarówno w kontekście czasów, o których opowiada, ale również współczesności. Wywołuje ciarki, a w głowie pojawiają się coraz to głośniejsze przemyślenia na temat kierunku, w jakim zmierza społeczeństwo, ponieważ, chociaż film powstał w 1969 roku, to wysnute w nim wniosku zdają się być coraz bardziej wyraźne wraz z rozwojem cywilizacji. Problemy, które Sydney Pollack przedstawił w swoim dziele są dla współczesnych widzów może nawet jeszcze bardziej realne, ale pokolorowane wszystkimi odcieniami różu wydają się być aktualnie mniej demoniczne.

W „Czyż nie dobija się koni?” nie znajdzie się estetycznych nawiązań do kultury hipisowskiej, chociaż tematyka filmu wpisuje się w antywojenną i kontestacyjną narrację. W końcu powstawał on w czasie, kiedy napięcia między ruchem hipisowskim a rządem amerykańskim docierały do swojego kulminacyjnego punktu. Niezgoda na nierówność, walka z bezprawiem i sprzeciw wobec instytucji to bliskie hipisom hasła. Można znaleźć je również w „Czyż nie dobija się koni?”, a wybrzmiewają one podwójnie, ponieważ oglądamy skutki walk klasowych, w których jedna z klas walczy o kolejny milion, a druga walczy o łyk wody. Nie można zatem orzec, że można zaliczyć tę pozycję do kina kontestacji ani nawet do kina o kontestacji. Idee wolności i równości to coś, co łączy „Czyż nie dobija się koni?” z filmami hipisowskimi, ale ten pierwszy o wiele wyraźniej korzysta z kontrastów i tragedii.

Film Sydney’a Pollacka to opowieść o pogoni.

Brzmi to banalnie i być może pierwsze co przychodzi na myśl, kiedy słyszy się słowo „pogoń” to przede wszystkim pogoń za marzeniami, za pieniędzmi, za karierą. Z tego względu film jest tak poruszający. Nie opowiada o pogoni za dobrami, które zapewniają lepsze życie, tylko za podstawowymi potrzebami, które pozwalają żyć w ogóle.

Bohaterowie filmu, postawieni ze względu na kryzys gospodarczy w sytuacji bez wyjścia, postanawiają wziąć udział w konkursie tańca, podczas którego wygrywa para, która jako ostatnia zejdzie z parkietu. Oznacza to wiele godzin nieustannego przebywania w ruchu. Wszystkiemu przyglądają się osoby wysoko usytuowane, którym przyjemność sprawia ten żałosny wyścig o ciepły posiłek. Dehumanizacja, którą uprawiają właśnie ci oligarchowie, na pierwszy rzut oka zdaje się być ciut przerysowana. Odnosi się wrażenie, że to wszystko jest jakieś sztuczne, że za dużo tej zawoalowanej brutalności, ale im głębiej w kolejne sceny, wyłapane oszczerstwa coraz częściej okazują się prawdą. Taniec, który powinien przynosić ludziom szczęście, został użyty w filmie jako narzędzie zbrodni. Zamiast zbliżać do siebie partnerów, sprawia, że są od siebie coraz dalej. Podobnie sprawa ma się z klaunami – choć początkowo mają zapewniać radość, są na tyle nienaturalni, że doprowadzają dzieci do płaczu.

Nawet nadmiar humoru może zatem doprowadzić do tragedii.

Czynność, na którą zdecydowali się uczestnicy konkursu, to tak naprawdę karykatura tańca – pozbawiona chęci, wigoru, śmiechu, a nawet muzyki, bo jak bohaterowie mieliby słyszeć muzykę, jeśli próbują zagłuszyć zmęczenie i głód? Oglądamy zatem dwugodzinną interpretację średniowiecznego danse macabre. Przedstawione kontrasty tylko bardziej przypominają widzowi, że każdy jest równy w obliczu śmierci, ale rozwija ten schemat o konkluzję, że mimo gwarancji śmierci, życie również może stać się dla niektórych piekłem.

Niełatwy temat i ciągle pogłębiające się zmęczenie uczestników sprawia, że widzowie tylko czekają na tragedię, która lata moment może się wydarzyć. W końcu wydaje się, że nikt nie byłby w stanie wytrzymać tak wielkie wycieńczenie, ale również upokorzenie. I właśnie taka tragedia się wydarza, ale w kontekście całego filmu zdaje się być bardziej wybawieniem. Sytuacja z filmu przedstawia skrajność, ale łatwo można dostrzec, że jako społeczeństwo skupione wokół konsumpcji, zmierzamy wielkimi krokami na nasz własny konkurs tańca.